Szanowni, najkochańsi!
16.11.2010 :: 11:40 Komentuj (2)
Jak widać seria o Super Kubaku na razie skończona. Kubakowie też jest przykro, że nic się nowego nie wydarza, ale myśli sobie, że może to i lepiej, bo nie chciałby się stać jakąś Rodziną Zastępczą Plus Plus Do Potegi Ósmej. Ani Modą na Sukces, więc sami rozumiecie.
Przeżył 25 przygód i jak na razie starczy.
Czas na zasłużony odpoczynek.
Obiecuje jednak, że jeśli zdarzy mu się cokolwiek ciekawego - wróci tu i wszystko sumiennie opisze.
Tymczasem, tak zwana autorka Super Kubaka (phi!) zaprasza w nowe miejsce: SZELMA BLOG. oraz w jeszcze nowsze: PRZESZYJ TO SAM!
Pozdrawiamy,
Super Kubak i Nieszczęsna Autorka.
25. Super Kubak i Podróże w Czasie
19.03.2010 :: 13:31 Komentuj (6)
Pieczone ziemniaczki, aby nie były ziemniaczkami spalonymi należy doglądać regularnie i wyjąć z piekarnika, kiedy się zarumienią. Nie wcześniej. Nie jest to zadanie łatwe, jeśli chce się je wypełnić w sposób perfekcyjny. Dlatego Kubak do gotowania założył pelerynkę. Do piekarnika zaglądał co 5 minut, pachniało coraz ładniej, cebulka przypiekała się, masełko topiło i wszystko zmierzało ku szczęśliwemu końcowi.
Kubak nachylił się do piekarnika po raz kolejny, pooglądał zawartość naczynia żaroodpornego i wymamrotał pod nosem z zadowoleniem: No, no. Takich pyszności to nawet Chrobry Ottonowi nie przygotował na Zjazd!
Wypowiedział zdecydowanie w złą godzinę. Nagle coś pyknęło, syknęło i piekarnik zaczął się kręcić. Albo też kręciło się w głowie Kubaka. Nie minęła minuta, kiedy wszystko ustało i zrobiło się jakoś dziwnie. Gorąco w okolicach siedzenia. Super Kubak popatrzył w dół i z przerażeniem stwierdził, że siedzi na wielkim palenisku tuż obok pieczonej świni. Z pelerynki dymiło się porządnie. Zrzucił ją z siebie i zaczął deptać gasząc płomienie. Bolał Go tyłek. Czuł, że ma okropne bąble. Na pewno nie usiądzie przez następny miesiąc.
Rozejrzał się. Było dziwacznie. Na pewno nie było to Jego mieszkanie. Nie było Jego ziemniaczków. Byli ludzie, chyba z dziesięciu mężczyzn, którzy nic nie mówili, tylko gapili się na Niego dość głupkowato. Ubrani byli jakoś tak – niemodnie. Nagle wszystkich jakby coś przywróciło do życia. Rzucili się na Kubaka, zaczęli mówić jeden przez drugiego. Niby po polsku, ale dziwnie. Niby rozumiał, ale nie miał pewności.
Wszystko wskazywało na to, że uznali Go za intruza. Jakoś tak patrzyli nieprzyjaźnie. Nie zaproponowali herbatki. Zupełny brak ogłady. Krzyczeli o wiedźmach i czarach. Głupki. Co oni, ze średniowiecza, żeby takie bzdury opowiadać? Najgorsze, że wiedźmą chyba miał być On sam. Próbował tłumaczyć, że jest super bohaterem, że z Krakowa, że chętnie by wrócił, bo tam Mu się ziemniaczki spalą, ale chyba nie słuchali.
Jeden związywał go sznurem, drugi odstawiał już z ognia prosiaka najwyraźniej robiąc miejsce dla Kubaka. Myślał gorączkowo. Co to jest?
Nagle na horyzoncie pojawił się ktoś nowy. Ubrany też dziwacznie, ale ewidentnie dostojniej. Krzyczał, że Bolesław z Ottonem zasiadają do kolacji a prosiaka nie ma, że są same nieroby, że skończą jak poprzedni kucharze, że wygnanie, albo publiczne egzekucje.
Od razu zapomniano o Kubaku. Prosiak wrócił nad ogień.
Bolesław, prosiak i Otton. Nie mogło być mowy o pomyłce. Kubak znalazł portal czasowy. Skoro jego piekarnik przenosi w czasie, to czego należy się spodziewać po lodówce?!
I jak wrócić? Gdyby wrócił zaraz, jeszcze zdążyłby wyłączyć ziemniaczki. Powrót jest odwrotnością przybycia - myślał rozsądnie Kubak. - Wlazłem głową do piekarnika i powiedziałem coś o Zjeździe Gnieźnieńskim i wylądowałem na palenisku. Muszę tylko ten proces odwrócić.
Wskoczył na ogień obok prosiaka. Wkoło rozległy się krzyki, ktoś próbował złapać Go za pelerynkę. Wyszarpnął. Krzyknął Kraków 2010! Kraków 2010! Zaczął się kręcić, krzyki ucichły. Keidy wylądował na podłodze we własnej kuchni tyłek wciąż Mu płonął.
Kiedy opanował sytuację spojrzał podejrzliwie na piekarnik. Nic w nim nie było niezwykłego. Normalny, z termo obiegiem. A ziemniaczki tylko trochę zbyt upieczone.
Przez następne dni testował możliwości piekarnika. Był obolały. Za każdym razem lądował na piecu, rożnie, palenisku lub prosto w ognisku. Najgorsze były lądowania prehistoryczne, dość znośne te, w czasach po wynalezieniu piekarnika. Przez tydzień zdążył przepalić wszystkie spodnie, pelerynka wymagała regeneracji. Dorobił się też oparzeń najwyższego stopnia.
Czemu to musiał być piekarnik? Dlaczego nie szuflada? Albo pralka? Albo cokolwiek. Taki już los super bohatera. Jednak okłady z lodu przestały wystarczać.
Kubak cierpi. Nikt nie jest w stanie tego cierpienia w pełni zrozumieć. Bąble rozrosły się, są potężne, czerwone i piekące. Wydają się niemożliwe do pokonania i zaleczenia. Kubak pomyślał, że z tym podróżowaniem w czasie to idiotyzm. A niech sobie żyją w spokoju, ci dawni. Świat idzie do przodu, jeśli ktoś ma ochotę iść do tyłu to słusznie parzy sobie tyłek.
Zapakował walizki. Kota wsadził w klatkę. Piekarnik zabił gwoździami. Wyłączył gaz, prąd i wodę. Zamknął mieszkanie. Złapał PKS do Ciechocinka. Na grzeczne pytania: Może Pan usiądzie, pan taki obładowany! odpowiadał: Dziękuję, postoję.
W Ciechocinku pomoże Babcia. Babcia zawsze pomaga. Kubakowi należy się dłuższa rekonwalescencja. Zaiste fach super bohatera jest niebezpieczny i groźny. Kubak potrzebuje odpoczynku, pysznych zup i budyniu. Świat będzie musiał sobie poradzić przez czas jakiś bez Niego i Jego pelerynki.
24. Super Kubak i Kot na Pierwszym Planie
12.03.2010 :: 16:45 Komentuj (8)
Bohater drugoplanowy to nie jest wcale taka świetna fucha. Ktoś tam cię może zauważy, ale szybko zapomni. Żadnej sławy, żadnej chwały, żadnych pieniędzy i pyszności. Kubak zbiera zaszczyty, jeździ po świecie, w rubrykach zawód może spokojnie wpisywać ‘Super Bohater’, a Kot figa. Kot jest Kotem. Nikt się nawet nie troszczy o jakieś porządne imię.
Kot Super Kubaka był właściwie ugodowy, starał się nie buntować i nie robić zamieszania. Ale miał przecież swoje ambicje! W czwartkowy wieczór, który tradycyjnie spędzał na kaloryferze z przymkniętymi oczami, dużo myślał. Naprawdę, ale to co się z tym Kubakiem stało, to nie do uwierzenia. Zadań ma coraz więcej, z tej pelerynki już się nikt w tramwaju nie śmieje, ludzie Go lubią. Ostatnio miał nawet jakiegoś Fanatycznego Fana. Kto by pomyślał!
Kot zawsze uważał, że Kubak jest świr. Sympatyczny i niegroźny, ale zdecydowanie świr. Próbował czasem na Niego wpłynąć, ale kto słucha Kota?
On, Kot, jest bystry. Jest piękny. Ma lśniące futerko. Nie przywiązuje sobie do szyi żadnej idiotycznej czerwonej płachty. Nosi się zgodnością. Czego jeszcze chcieć. A laury zbiera Kubak. Kot też by chciał.
Byłby sławny, jadłby tylko najsoczystszą wołowinkę. Czasem łososia. A nie te tanie galarety z puszki, które mu Kubak serwuje.
Trzeba się więc wziąć do roboty. Ale chyba nie teraz. Teraz to już jest za późno. Ciemno się robi, a kaloryfer tak miło grzeje. Jutro. Zawsze najlepiej zacząć od jutra.
Trzeba by złapać jakiegoś bandytę. Ważnego. Mordercę, albo lepiej gwałciciela. Albo całą szajkę. Albo mafię, czemu nie. Mafia to jest dobry pomysł na początek. Szybka kariera i wielka sława. Widział już te nagłówki: „Kot, który poskromił mafię” albo taki: „Super Kot lepszy niż miliony policjantów!”. A potem już pomniejsze sprawy, tylko dla rozrywki i podtrzymania swojej pozycji.
I Kubak wreszcie pozwoliłby mu spać na Swojej pelerynce. Jutro. Jutro zaczynamy.
Jutro okazało się być dniem słonecznym. Kot nie był zadowolony. Słoneczny dzień dobry jest na leżenie na parapecie, nie na działanie.
Następne trzy jutra były deszczowe. Dzień deszczowy właściwie też najlepszy jest na leżenie na parapecie.
Wtorek wreszcie okazał się sprzyjający. Pochmurno, bez deszczu. Właściwie można coś zrobić. Najlepiej znaleźć siedzibę mafii. Ma się swoje kocie sposoby.
Z domu wyszedł przez balkon i od razu znalazł, co chciał. Mysz. Mysz była przestraszona, całą się trzęsła i pokornie ułożyła się na ziemi w pozycji ‘do zjedzenia’. Kot przemówił głosem pełnym dostojeństwa: Włóczysz się po kanałach, masz znajomych w całym mieście. Okażę ci łaskawość i nie pożrę cię, jeśli wskażesz mi gdzie jest siedziba mafii. Ludzkiej mafii.
Mysz zdziwiła się trochę, skontaktowała z kim trzeba i podała Kotu kilka adresów. Wszystko było strasznie daleko. Szef w Hucie, Skarbnik na Bieżanowie. Nikogo w Śródmieściu. Z takimi pieniędzmi, możnaby się spodziewać, że zamieszkają w jakiejś przytulnej kamieniczce w centrum.
Co on, Kot, ma się tłuc tramwajami przez całe miasto? Albo na nogach? On ma więcej nóg i się bardziej męczy niż Kubak. Lepiej wrócić na parapet, zwłaszcza, że się wypogadza i na grzbiet przyjemnie świecić będzie słońce.
Tymczasem Kubak pomógł trzem staruszkom przejść przez jezdnię, uratował wózek pędzący z górki wprost pod tira i wykonał, dość sumiennie, kilka innych obowiązków super bohatera. Zauważył jednak, że Kot dziwnie się zachowuje. Kręcił się niespokojnie. Próbował uciekać z domu. Miauczał. Nie chciał jeść przysmaków z puszki. I patrzył na Niego z wyraźnym wyrzutem.
Kubak zaczął się martwić. Lubił Kota. Owszem, był przemądrzały i traktował Go nie do końca poważnie, ale właściwie był miły. Ogrzewał nogi w zimie i dawał się głaskać. Kupił mu wołowinkę. To zwykle pomagało.
Kot zjadł. No, nie była tak soczysta jak by mogła, ale Kubak się postarał. Kot to doceniał. Właściwie, co go obchodzi ludzka mafia. Nie sobie żyją na Hucie i na Bieżanowie. Za drugi plan można nawet Oscara dostać, a przynajmniej nie trzeba nigdzie chodzić. A Kubak, jak chce, to niech się dalej wygłupia i superbohaterzy.
Super Kubak popatrzył na Kota i palnął się w czoło. On mu wołowinkę, a to przecież nie w tym rzecz. Kot niespokojny, oczywiście! Jak mógł zapomnieć. Marzec. W marcu Koty bywają niespokojne. I wołowinka nic tu nie pomoże.
Nawet super bohater ulega stereotypom.
23. Super Kubak i Holandia
05.03.2010 :: 00:01 Komentuj (17)
Super Kubak uparcie twierdził, że jest typem spokojnym i refleksyjnym. Lubił sobie poczytać Spinozę lub inne dziwactwo. Teatr lubił. Po cichu czytywał wiersze. Ale ludzie oczekują od super bohatera czegoś zupełnie innego.
Ludzie oczekują, że będzie męski. Może trochę brutalny. Że będzie miał samochód, o jakim można tylko śnić i tysiące kobiet. A Kubak nie lubił. Odmawiał.
Nie mógł jednak, żadnym sposobem znaleźć się na liście stu najbardziej pociągających mężczyzn na świecie. Zupełnie nie rozumiał – dlaczego. Jest przecież, do licha, super bohaterem! A na liście piłkarze, koszykarze, biznesmeni, nawet przestępcy – a On nie. Był załamany. Trzy lata w zawodzie, a tu nic. Ile można znosić te niepowodzenia?
Poczuł się taki nieatrakcyjny. Zauważył, że Jego pelerynka jest jakaś wymięta. Buty trochę stare. I nikt się nim nie zachwyca. Przez tydzień nie wychodził z domu. Czuł, że nie ma na nic ochoty. Wreszcie, nie mogąc już wytrzymać, zwierzył się ze swoich zmartwień Koledze. Kolega była akurat typem macho, od podstawówki już dość skutecznie uwodzącym kobiety.
Kolega orzekł: Jedziesz, Stary, ze mną do Holandii! Jest to kraj rozpusty i przyjemności. Nauczysz się, oj nauczysz, jak to jest być mężczyzną! Możesz nawet zabrać tę swoją pelerynkę – nikt tam nie zwróci na takie szkaradzieństwo uwagi. Taki to kraj!
Kubak myślał, myślał, aż w końcu zdecydował. Dawno nie był na wakacjach, przydałby się taki odpoczynek. Może rzeczywiście czegoś się nauczy.
Pierwsze wrażenia napawały optymizmem. Było wietrznie. Wiatr sprawiał, że pelerynka falowała w powietrzu. Jak na filmach, zupełnie jak na filmach. Zawsze o tym marzył! Poczuł się pewniej.
Mina mu jednak zrzedła kiedy usłyszał, że należy wypożyczyć rower. Kolega wyjaśniał i przekonywał, że nie mogą odróżniać się od miejscowych. Trzeba poczuć klimat! Kubak wiedział, że to głupi pomysł. W wypożyczalni nieśmiało napomknął, że On chętnie wziął by taki z bocznymi kółkami, co wszyscy uznali za świetny dowcip. Nie wiadomo czemu. Rower nie był stabilny. Zresztą jak może być stabilne coś, co ma tylko dwa koła? Ale Kubak był dzielny, odważny i mężny więc ruszył. Właściwie wszystko szło całkiem nieźle. Tylko jakoś tak czuł, że jest Mu coraz mniej wygodnie. Nie wiedział o co chodzi, do póki nie pociągnęło Go za szyję i nie spadł z roweru. Pelerynkę wciągnęło w szprychy.
Powiedział, że koniec. Będzie chodził piechotą. Było więc całkiem przyjemnie. W sklepach mieli sporo czekoladowych przysmaków i już zaczął lubić Niderlandy.
Tylko ten Kolega taki nudziarz. Cały czas, żeby do coffeeshopu i do coffeeshopu. A tymczasem Kubak odkrył przyjemną kwiaciarnię w bocznej uliczce, w której wykupił już połowę cebulek tulipanów i miał ochotę na więcej. Kolega natomiast wzgardził tulipanami i zarzucił Kubakowi, że jest baba.
Kubak wzbraniał się. Nie chciał. Taka rozpusta! Nie przystoi to przecież porządnemu super bohaterowi. Przez próg Kolega przepchnął Go siłą. Śmierdziało. Kubakowi zakręcił się w głowie od samego wdychania. Wkoło – nikogo normalnego. Ciemnoskórzy mężczyźni o zamglonych oczach. Kubak udał, że idzie do ubikacji. Z pelerynki zrobił linę. Uciekł.
Śmierdział mu sweterek i jeansy. I śmierdziała pelerynka. Czerwony i zielony – niedobre połączenie.
A Kolega nie dawał mu spokoju. Następnego dnia wyciągnął Go siłą z muzeum Van Gogha.
Zrobimy sobie, Przyjacielu, przyjemny wypadzik do Czerwonej Dzielnicy. Panie stoją w oknach, pooglądasz, może wybierzesz coś dla siebie – ceny nie są wygórowane.
Kubak zamykał oczy, starał się. Ale pokusa była silniejsza. Zerkał sobie na Panie w Oknach. Co jedna to brzydsza! Wyglądały na doświadczone – tego im odmówić nie można, ale poza tym? Kolega twierdził za to, że nie ma co kręcić nosem. Panie są miłe, niedrogie i takie holenderskie. Nie skorzystać – to jak być w Paryżu i nie wejść na wieżę Eiffla. A Kubak miał lęk wysokości i do głowy by mu nawet nie przyszło wspinanie się gdziekolwiek.
Był zmęczony. Nie chciał już być pociągający. Skoro to ma Go tyle kosztować to sobie odpuści. Ma Kota. Kot Go uwielbia. I już.
Zdecydował, że wraca. Miał ochotę na pierogi ruskie. A tutaj – nie uświadczysz. Kolega niech sobie robi, co chce. On, Kubak, może być baba, może być cokolwiek, ale dłużej tu nie wytrzyma.
Wysłał kartki do przyjaciół. Kupił jeszcze kilka tulipanów. I wiatrak na balkon. Nazajutrz był w Krakowie. Na balkonie posadził tulipany, kupił nowy tomik Szymborskiej i cieszył się spokojem. A w telewizji odkąd śnieg stopniał mówią, że teraz będzie moda na wrażliwych mężczyzn. Podobno czas macho przeminął. Kubak poprawił sobie pelerynkę i rozsiadł w fotelu. Super bohater nigdy się nie myli.
22. Super Kubak i Fanatyczny Fan
07.02.2010 :: 16:36 Komentuj (17)
Cała sprawa śmierdziała z daleka i to już od dawna. Śmierdziała brzydko, jak przypalony kalafior, albo i coś gorszego. Ale Kubak akurat miał katar – i nic nie czuł. Nic też więc nie podejrzewał. Miał spokój. Do czasu.
Zaczęło się niewinnie. Co najmniej raz w tygodniu otrzymywał ofertę kupna pelerynki. Na maila. Cena wzrastała o 2 złote 30 groszy tygodniowo. Kiedy przekroczyła granicę 200 złotych Kubak postanowił odpisać, że za proponowaną cenę z wielką przyjemnością sprzeda parę swoich adidasów z dzieciństwa, bardzo dobrze się prezentujących, używanych mało, z wmontowanymi zielonymi światełkami uaktywniającymi się podczas stąpania. Są to prawdziwe adidasy super bohatera, warte zapewne mnóstwo pieniędzy i cały czas nabierające wartości. Wygrał w nich niejeden mecz, podejrzewa, że mają potężną moc, ale Jemu się już noga nie mieści, więc co Mu po nich. Może jej nawet wyprać przed wysłaniem.
Zainteresowany, Kubak przypuszcza, że Handlarz Przedmiotami Należącymi Do Wielkich Tego Świata, nie odpisał. Zamilkł. A szkoda, bo Kubak już się nastawił, że zarobi te 200 złotych. Napisał więc do niego ponownie, żeby zaproponować, że w cenie dorzuci także spodenki gimnastyczne, czerwone jak pelerynka, pasujące do butów. Ale Handlarz milczał. Kubak nic z tego nie rozumiał, oferta była naprawdę promocyjna. Ale jak nie to nie. Jakoś przeżyje bez tych pieniędzy.
Miesiąc później w jego skrzynce na listy zaczęły pojawiać się dziwne ogłoszenia. Specjalna myjnia dla magicznych pelerynek. U nas pierze sam Batman! Z tą ulotką 1 pranie gratis. Kubak zdziwił się, czego to nie wymyślą. Wolny rynek jest zjawiskiem przedziwnym. Ale jego pelerynka prała się doskonale w pralce. 40 stopni i wirowanie 1000 obrotów na minutę. Może pelerynka Batmana wykonana jest z materiałów sztucznych, ale Jego jest naturalna i pierze się nad wyraz dobrze.
Kilka dni później znalazł ulotkę zachęcającą go do dokonania profesjonalnych superbohaterskich przeróbek. Firma Super Krawiec, specjalizująca się w kontaktach z superbohaterami, pomoże Ci dostosować Twoją pelerynkę do wymogów najnowszej mody oraz techniki. Nie tylko nadamy Twojemu strojowi najmodniejszy krój, ale także uzupełnimy go o kilka technicznych nowinek. Turbodopalacze dodamy gratis. Kubak się oburzył. Jego pelerynka była modna. Czyż nie oglądali się za nim z zachwytem wszyscy ludzie na ulicy? Bezczelność.
Reklamy zachwalające hafty na super-pelerynkach wyrzucał. Renowacji nie potrzebował. Niczego nie potrzebował.
Kiedy wreszcie działy marketingu przedziwnych firm przestały się Nim interesować zaznał trochę spokoju.
Kiedy w czwartek wrócił do domu od razu poznał, że coś jest nie tak. Może nie był pedantem. Może nie zawsze w Jego domu panował idealny porządek, ale to co zastał po powrocie – to na pewno przekraczało wszelkie nieporządki. Wszystkie ubrania wyrzucone były z szaf. Czerwone utworzyły jedną kupkę. W kuchni pootwierano szafki. Materac w łóżku był rozcięty. A na stole leżała karteczka.
Nie doprowadzaj mnie do szału. Oddaj pelerynkę dobrowolnie, albo Cię dopadnę. Piątek, 18, przystanek Basztowa Lot. Będę w zielonym kapeluszu. Jeśli zawiadomisz policję to jesteś baba, a nie super bohater.
No tak. Dopiero teraz zrozumiał. Miał fanatycznego fana. To się zdarza. Czytał o tym raz czy dwa. I oglądał thriller, w którym wydarzały się podobne historie. Bał się na tym thrillerze potwornie. Cały czas zasłaniał sobie oczy poduszką. Ale teraz! Teraz musi stawić temu czoła! No i nie może zawiadomić policji. W żadnym wypadku.
Miał jeden dzień. Jeden malutki dzień. Dwadzieścia cztery godziny. Spojrzał na zegarek. Nieprawda. Dwadzieścia trzy. Jakoś nie mógł wymyślić żadnego planu. Będzie improwizował. Zaproponuje mu autograf. Albo, że pojawi się na jego urodzinach. Albo, że zrobi sobie z nim zdjęcie, takie na którym ściska mu dłoń i patrzy na niego z sympatią. Przecież nie może mu oddać pelerynki.
Następnego dnia był lekko zdenerwowany. A jeśli to naprawdę desperat? A jeśli będzie robił sceny? W tramwaju przygotował sobie chwytającą za serce przemowę, że prawdziwy Fan powinien wspierać, rozumieć, że On bez pelerynki nie może być super bohaterem. Ćwiczył sobie w myślach. No i na wszelki wypadek wziął ze sobą te adidasy. Może je wtedy, w tym mailu źle opisał. Może Fan się jednak skusi.
Na przystanku Basztowa Lot było trzech mężczyzn w zielonych kapeluszach. Oraz jedna kobieta. Mężczyzna pierwszy na pytanie: Przepraszam, czy to pan zaprosił mnie tutaj w formie pogróżki Odpowiedział uniesieniem brwi. Drugi nie odpowiedział nic, a trzeci kazał mu spadać i dodał, że nie ma drobnych. Kobieta podeszła do Niego sama.
-No widzi pan, Panie Kubak, że wszędzie ta dyskryminacja. Pan nawet nie pomyślał, że za tym wszystkim może stać kobieta. A stoi, Panie Kubak, stoi!
Kubak się zmieszał. Faktycznie, nie pomyślał. I z tymi adidasami i spodenkami – no palnął jak głupi. Grzecznie przeprosił. Zaproponował kawę. Nie spotkało się to z uznaniem.
-Panie Kubak! Normalnemu człowiekowi to by pan piwo zaproponował. A kobiecie tylko kawę i kawę. Ja chcę, Panie Kubak na piwo.
Poszli. Była przerażająca. Kiedy wypiła pół kufla odważył się zapytać po co jej pelerynka. Odpowiedziała, że po nic. Chciała tylko sprawdzić, kiedy się złamie. No i chciała sobie przymierzyć na chwilkę. Tylko tak do zdjęcia.
Kubaka właściwie nic już nie mogło zdziwić. Ale zapytał, czy jest Jego Fanatyczną Fanką.
- Panie Kubak! Pan jesteś jak każdy facet! Pan myślisz, że ja nic Tylko będę Pana uwielbiać! Pan myślisz, że znalazłeś naiwną!
Następnie dodała, że myślała, że jest wyższy. I jeszcze, że była przekonana, że pelerynka ma odcień nieco bardziej malinowy. Bo ten jej zupełnie nie pasuje do butów. Potem oznajmiła, że wychodzi i poszuka sobie innego super bohatera. Z ładniejszym strojem. I feministę.
A Kubak nie pomyślał, że wariatka. Zaczęła mu się podobać. I chyba ma gdzieś jej maila.
21. Super Kubak i Przeklęta Księżniczka
29.01.2010 :: 16:34 Komentuj (8)
Co to się czasem człowiekowi nie przydarzy! No naprawdę. Aż ciężko uwierzyć. I jakby w telewizji pokazali, to by człowiek się krzywił i narzekał, że robią z nas idiotę, przesadzają i bezczelnie kłamią. W żywe oczy. A Super Kubak musiał się zmierzyć z najdziwniejszymi dziwami i nie narzekał.
Super Kubak był na diecie. Jadł warzywa i owoce. Unikał słodyczy. Nie było łatwo, ale był zdeterminowany i przed każdym posiłkiem zakładał pelerynkę. To mu pomagało przetrwać. W poniedziałek siedział przy stole, trzymając w ręce nóż i widelec i zamierzał właśnie zjeść śniadanie – gruszka i sok grejpfrutowy, kiedy nagle – usłyszał głos. Najpierw pomyślał, że to Kot miauczy, ale Kot spał na szafie. Radio wyłączone. A głos ewidentnie przemawiał. W dodatku przemawiał ciekawie: Pocałuj mnie – kusił. Kubak się zainteresował. Rozglądał się po swoim mieszkaniu, ale nie odkrył nikogo, kto mógłby być autorem tej, jakże kuszącej, prośby.
Pocałuj mnie! Uratuj mnie! Głos nie dawał za wygraną. Kubak szukał. Głos dochodził jakby z talerza. Spojrzał pod stół – nic. Na talerzu wciąż rozbrzmiewało: Pocałuj mnie, odczaruj mnie!
Super Kubak z przerażeniem stwierdził, że mówi do Niego Gruszka. Wiedział, wiedział, że ta dieta warzywna to nic dobrego. Czuł, że od tego zwariuje i stało się. Jakby jadł tłuściutkie schabowe to by miał bystry umysł i nie miałby zwidów. A tak – tylko psychiatra może mu pomóc.
Gruszka byłą jednak uparta i zmieniła nieco ton. Przestała przemawiać słodkim głosikiem i zrobiła się nagle dziwnie stanowcza. Słuchaj no, pocałuj mnie. Jestem zaklęta w tę paskudną Gruszkę i mam już tego dość, zwłaszcza, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że zaraz mnie pożresz. Całuj. Ni pożałujesz. Co ci szkodzi, zresztą – nikt tego nawet nie zobaczy.
Do Kubaka trafił ten argument. Pocałuje, odpędzi te majaki i zje wreszcie śniadanie. A potem wyskoczy na kebaba dla zrównoważenia swojego organizmu. Ale sprawy potoczyły się nieco inaczej.
Kiedy pocałował Gruszkę z całą mocą, najpierw - nie stało się nic. Potem coś pyknęło, błysnęło, syknęło i na stole pojawiła się Kobieta.
Wyglądała nieźle, musiał to przyznać. Wszystko miała na swoim miejscu, blond włosy i diadem. Ocenił, że chyba bardzo wartościowy. Był dość zdziwiony, więc nie ruszał się i dał się zagadać.
Kobieta opowiedziała dziwną historię o złej czarownicy, czarach, sadzie gruszkowym, przekleństwie i oznajmiła, że skoro wybawił ją z opresji - należy Mu się jej ręka oraz pół królestwa.
Kubak zainteresował się. Ręka jak ręka – chuda i blada, do roboty się nie nadaje, ale – pół królestwa to nie byle co. Zagadnął nieśmiało, gdzie to królestwo i ile to będzie, mniej więcej, to Jego pół. No i, czy może mają tam złoża ropy naftowej.
Księżniczka westchnęła i wyjaśniła, że z królestwa raczej nic nie wyjdzie, bo z tego, co się orientuje zostało rozgrabione dwa wieki temu i już właściwie nie istnieje. Nie jej wina, że nikt się z tym ratunkiem nie spieszył. Pocieszyła Go natomiast, że jej ręka jest nadal aktualna.
Kubak poprawił pelerynkę i pomyślał, że dobre i to. Zobaczy. Księżniczka jest dość atrakcyjna, właściwie można się z nią pokazać tam i tu. Niech zazdroszczą. A może potrafi gotować?
Nie potrafiła, co wyszło na jaw już po pięciu minutach. Po dwustuletniej egzystencji w ciele Gruszki była głodna i zażądała obiadu. Nie umiała obsłużyć się lodówką. Nie wiedział, jak robi się sałatkę. Za to miała ochotę na pieczonego dzika.
Zamówił jej pizzę. Księżniczka zadziwiająco szybko odkryła uroki telewizji. Nowa moda fascynowała ją. Była zachwycona, że tyle można teraz pokazać. Kazała przygotować karetę i zawieźć ją do nadwornego krawca.
Był koniec miesiąca, więc Kubaka nie było stać nawet na taksówkę. W tramwaju było jej ciasno. Zbyt tłoczno. Była obrażona i przestała się odzywać. Kubak zaczynał mieć dość, ale pelerynka dodawała mu sił.
W sklepie Księżniczka zapomniała o złości. Mierzyła wszystko, kazała się oglądać, oceniać i doradzać. Kubak zemdlał dwa razy, ale nie zauważyła tego. Po dwóch godzinach Kubak był bankrutem. Sprzedał nawet zegarek. Jakimś cudem udało Mu się nakłonić Księżniczkę do powrotu do domu.
W domu było jej niewygodnie. Duszno. Zbyt mało złota na ścianach, mówiła. Kręciła nosem, kiedy włączył mecz. Nie chciał iść spać, bo łóżko niewygodnie. Wyraźnie czuła, że wystaje tam jakaś sprężyna – twierdziła rzecz jasna, że to na pewno ziarnko grochu włożone przez Kubaka, który jej nie dowierza i chce ją sprawdzić.
Miał jej dość. Czuł, że przez cały dzień schudł więcej niż przez dwa tygodnie diety warzywnej. Czuł też, że nie ma ochoty żyć.
Zasnął na krześle. Śnił mu się sad gruszkowy, który niszczy wielkim toporem, a następnie podpala to, co zostało. Kiedy się zbudził, w mieszkaniu było cicho. Kot mruczał coś z szafy. Przed nim, na stole, stał talerz z Gruszką. I sok grejpfrutowy. Gruszka milczała. Spojrzał na zegarek. No proszę – taka krótka drzemka śniadaniowa, zaledwie 15 minut, a ile stresu.
Poprawił pelerynkę. Wyjął sokowirówkę i jak najszybciej skręcił wszystkie części. Wepchnął Gruszkę. Sok miał kolor brunatny. Wylał do zlewu. Jakie to cudowne, kiedy okazuje się, że największy koszmar był tylko snem. Człowiek czuje, że ma się z czego cieszyć. Wyszedł z domu i w pobliskim barze zamówił schabowego. Kotlety są bezpieczne. Żaden z nich jeszcze nigdy do Niego nie przemówił. Nawet we śnie.
Super Kubak konkursowy
18.01.2010 :: 17:05 Komentuj (11)
Super Kubak w finale konkursu na bloga roku!
Kubak dyga grzecznie i dziękuje za głosy.
20. Super Kubak i sztuczna inteligencja
18.01.2010 :: 17:04 Komentuj (0)
Sześć garnków, piętnaście talerzy. Łyżek i widelców nie liczył. Wszystko to czekało w zlewie Super Kubaka i coraz głośniej błagało o pozmywanie. W pralce kłębiły się niezliczone elementy bielizny w oczekiwaniu na rozwieszenie.
Super Kubaka przytłoczyły, zupełnie nieoczekiwanie, obowiązki domowe. Nie miał już ani minutki na ratowanie świata z opresji, czy chociażby na obronę ludzkości przed zagładą. Był po prostu Kurą Domową w czerwonej pelerynce.
Siedział, marszczył nos i złościł się. Kot bezczelnie odmówił współpracy. Nie chciał zmywać nawet własnej miski. Udawał, że nie wie, jak można by wykorzystać muszlę klozetową i spłuczkę. Uparcie załatwiał się do zielonego pudełka rozsypując wszędzie piasek.
Znikąd pomocy. Super bohater zawsze pozostaje sam w obliczu klęski. Ale Kubak nie załamywał się łatwo. Wyjście – lepsze lub gorsze – zawsze się znajdzie. Tym razem, był tego pewien, miał genialny plan.
Kubak słyszał bowiem to i owo o sztucznej inteligencji. Oglądał także niejeden amerykański film, w którym bohaterowie zajmowali się sprawami najwyższej wagi, w kwestiach przyziemnych wyręczając się zmyślnymi robotami. Ma być gorszy? Jako super bohater zasługuje chyba na odrobinę luksusu i nowoczesności! Nie może pozostać w tyle, za przeciętnym Amerykaninem. Na pewno nie.
Taki Robot – to nie może być rzecz przesadnie skomplikowana. Super Kubak miał niezły zmysł techniczny. Radził sobie zawsze i ze wszystkim. Potrafił przymocować dynamo w rowerze, potrafił wykonać stronę internetową, wkręcić żarówkę, a nawet – skonstruować niewielką latarkę, poprzez przymocowanie diody do baterii. Więc Robot to pestka.
Zawiązał pelerynkę i zabrał się do pracy. Odszukał śrubokręt oraz kombinerki. Nie było jednak łatwo. Kilkanaście razy musiał odwiedzić pobliski sklep Młody majsterkowicz, żeby dokupić niezbędne części.
Nie spał trzy dni i trzy noce, ale w końcu – udało się. Robot był gotowy, trzeba mu tylko włożyć bateryjki paluszki – i można odpoczywać od prac domowych. Nie był może dziełem sztuki. Tu i ówdzie coś wystawało, głowa była niekształtna, a prawa ręka dłuższa od lewej, ale ostatecznie Kubak był początkującym konstruktorem.
Pięć baterii alkalicznych skutecznie postawiło Robota na nogi. Wszystko łapał w mig. Jego sztuczna inteligencja przerosła oczekiwania Kubaka. Niczego nie trzeba było mu dwa razy powtarzać, wszystkiego był ciekaw. Jak się robi kaczkę z jabłkami? Który płyn do mycia naczyń jest najlepszy? Czy należy krochmalić prześcieradło? A nawet – co Kubak chciałby, aby nucić Mu do snu?
Kubak był zachwycony. Mógł ratować świat od rana do nocy, a Jego własny dom był wzorowo zadbany. Robot pracę kończył zwykle przed południem, a potem zajmował się rozwojem własnej inteligencji. Już po tygodniu uczył się siódmego języka obcego i wiedział wszystko o ekonomii. Klasykę światowej literatury miał w małym palcu już po miesiącu.
Zaczynał być przemądrzały. Poprawiał każdy błąd, wytykał każdą nieścisłość. Odpytywał Kubaka ze stolic świata. Wiedział, jak wygląda federalizm w Mikronezji. Coraz częściej napomykał, że stworzony jest do wyższych celów. Kubak delikatnie próbował mu przypomnieć, że jako jego Stwórca najlepiej wie, czego od niego oczekuje, ale Robot lekceważył Go coraz bezczelniej.
Po dwóch miesiącach odmówił przygotowania jajecznicy. W drodze kompromisu udało się go namówić do zrobienia kanapki.
Następnego dnia jednak – Robot zażądał śniadania do łóżka. Kłócił się, że jest mądrzejszy niż Super Kubak, dlatego czas najwyższy aby zamienili się rolami. To on, Robot, jest prawdziwym super bohaterem. To on jest nieprzeciętny. Kubak ma tylko pelerynkę, którą należy Mu zabrać.
Robot z dumą przewiesił sobie pelerynkę na metalowych ramionach. Posadził Kubaka w kuchni i zażyczył sobie wystawnego obiadu. Sam otworzył podręcznik sztuk walki i zaczął przygotowywać się do bycia super bohaterem.
Kubak obierał ziemniaki i wcale się nie martwił. Czekał tylko na odpowiedni moment. Ostatecznie, włożył Robotowi najlepsze baterie, jakie udało Mu się kupić, ale nawet te kiedyś się wyczerpią.
I rzeczywiście. Ruchy Robota zwalniały i zaczął przeciągać co drugą sylabę. Aż zamilkł. Kubak porzucił ziemniaki i wziął śrubokręt. Już po trzech godzinach miał piękny, nowy, wielofunkcyjny ekspres do kawy.
Niech sobie Amerykanie współpracują z Robotami. On po prostu kupi zmywarkę. Bez żadnej inteligencji.
19. Super Kubak i przygoda z kulturystyką
14.01.2010 :: 12:06 Komentuj (1)
Spojrzał na siebie krytycznym okiem. Wreszcie. Czas był już najwyższy. Obraz nędzy i rozpaczy. Nic dziwnego, że Superman jest sławniejszy niż On. Naprawdę – nic dziwnego.
Super Kubak skonstatował bowiem pewnego mglistego poranka, kiedy brał długą rozgrzewającą kąpiel, że nie ma bicepsów. Nie ma też tricepsów. Brakuje mu kaloryfera na brzuchu. W tym całym zabieganiu i zamęcie – zapomniał wyrzeźbić własne ciało.
A kiedyś był niezły z wf-u. Potrafił zaserwować piłkę. Dwutakt robił bez problemu. Podciągał się na drążku. Wszystko robił, czasem tylko zapominał stroju lub tenisówek. Ale ze sportem – był za pan brat! Było się młodym, wysportowanym, pełnym życia! Musi się wziąć za siebie, jeśli chce coś w życiu osiągnąć.
Jako nowoczesny super bohater posłużył się Internetem, bo nie miał akurat żadnego zaprzyjaźnionego Kulturysty. Ciężko było się zdecydować, tyle znalazł rozwiązań. Trening na masę. Trening na jędrne pośladki. Trening na siłę. Trening na rzeźbę. Właściwie to chciał mieć wszystko! Jak najszybciej!
W szafie znalazł stary dres. Niezwykle gustowny. Błękitny, z odblaskowym paskiem na rękawie. Nogawki były trochę przykrótkie, ale teraz podobno modne są rybaczki. Ponaprężał się trochę przed lustrem, żeby dodać sobie otuchy i udał się na siłownię.
Nie pachniało najładniej. Nic dziwnego, skoro w niewielkiej Sali zgromadził się tuzin mężczyzn, ćwiczących chyba od samego rana. Wszyscy byli jacyś duzi. Kubak zdziwił się, że można mieć ramię grubości sporej dyni. Spojrzał na swoje ramiona. Oni też spojrzeli. Kubak zastanawiał się przez chwilę, czy nie uciec, ale mężnie poprawił sobie pelerynkę na plecach i stał w miejscu.
Patrzyli na siebie w milczeniu przez dziesięć minut. On i tuzin Dużych Mężczyzn. Chyba Go zaakceptowali, bo Największy podszedł i powiedział: Siema, siema. Widzę, że ty tu nowy. To se zacznij od wyciskania na klatę. O – tam masz sprzęcik.
W rogu Sali znalazł sztangę. Złapał mocno i – nie podniósł. Ściągnął po jednym ciężarku z każdej strony i – nie podniósł. Pomyślał, że będzie trudniej niż przypuszczał. A Duzi Mężczyźni zawzięcie pracowali, każdy przy swoim stanowisku. Nie odzywali się do siebie. Twarze mieli pełne skupienia.
Kubak doprowadził wreszcie sztangę, do ciężaru, który pozwalał na jej uniesienie. Pierwsze 5 minut było dość ciekawe. Potem zaczął się nudzić. Jego myśli odpłynęły w kierunku literatury skandynawskiej. Skarcił się szybko. W ten sposób do niczego nie dojdzie. Trzeba ćwiczyć, z pełnym skupieniem! Sprawdził ramiona. Nie zmieniły się. Lubił szybkie efekty, a tutaj nic. Podnoszenie i opuszczanie sztangi było nużące. Ale podnosił i opuszczał. A myśli – złośliwe – zaczęły krążyć wokół liberalnej demokracji, potem wokół Nietzsche’go. Skarcił się ponownie. Ale nie potrafił się skupić na tym drążku z ciężarkami. Jakoś nie mógł.
Z nudów przyglądał się Dużym Mężczyznom. Było w nich coś dziwnego. Wpatrywał się w każdego, aż odkrył – nie mieli szyi. Żaden. Na plecach rosła od razu głowa, bez żadnego łącznika. Ciekawe jak rozglądają się przed przejściem przez ulicę. Albo – czy kręcą głową ze zdziwienia?
Zmartwił się. Lubił mobilność swojej głowy. To takie pożyteczne. Szyja była mu potrzebna. Była mu potrzebna do najważniejszego – do wiązania na niej pelerynki.
Czuł, że potrzebuje mentora i nauczyciela. Sam sobie nie poradzi. To wszystko jest zbyt nowe i zbyt trudne. Nie bez strachu podszedł na Największego. Przepraszam Pana bardzo, czy nie zechciałby Pan pomóc mi? Jestem początkujący. Może Pan poprowadzić mój trening? Tylko dziś! Od jutra sam sobie będę radził.
Największy zmarszczył brwi. Dobra, kurczaku, ale ja się cackał nie będę z tobą. Masz się ruszać.
To był kiepski pomysł. Największy nie robił przerw. Był głuchy na jęki. Nie dawał się zagadywać o problemie sprawiedliwości społecznej. Nie mógł go Kubak żadną siłą wciągnąć w dyskusję o multikulturalizmie. Stał nad Nim i pokazywał kolejne ćwiczenia. Kubak pamięta tylko, że jeździł na rowerku, najprawdopodobniej po skalistym szlaku ciągnącym się pionowo w górę. Wiosłował, najprawdopodobniej w czymś bardzo gęstym, możliwe, że w gorącej czekoladzie. Skakał na skakance, coś podnosił, coś rozciągał.
Potem nic nie pamięta. Obudził się trzy dni później. W twarz zaglądał mu mężczyzna w białym kitlu i dwie kobiety, też w czymś białym na sobie. Mężczyzna mówił coś o wielkim szczęściu i o jeszcze większej głupocie. Coś o tym, że zaczynać trzeba powoli. Że jeszcze się nie spotkał z czymś takim.
Kubak nie słuchał go. Sięgnął rękami do miejsca, w którym powinien mieć szyję. Miał! I zawiązaną pelerynkę także. I bardzo dobrze. Rzeźba ciała jest przereklamowana, a pośladki i tak ma w porządku.
18. Super Kubak i wegetarianizm
09.01.2010 :: 00:12 Komentuj (0)
Super Kubak nie był telemaniakiem. Włączał od czasu do czasu jakiś pouczający program i to wszystko. Ale akurat nie było nic nadzwyczajnego. 100 kanałów i jedyne co można obejrzeć to dokument o produkcji kiełbasy. Dokument skutecznie odbierał apetyt. Powinno się go polecać otyłym. Kubak już miał wyłączyć, kiedy dokument skończył się, a prezenter oznajmił, że za chwilę widzowie obejrzą chwytający za serce apel autorki filmu, Wegetarianki walczącej o prawa zwierząt.
Wszystko to, co ujrzał wstrząsnęło kubakową psychiką. Wegetarianka na ekranie płakała, kiedy wymawiała słowo „kotlet”, walczyła ze sobą 10 sekund, żeby wypowiedzieć w całości wyraz „szynka”. Grzmiała, że każdy człowiek, który zjada swoich bezbronnych braci jest oprawcą niegodnym swej rasy, jest niegodziwcem, który powinien smażyć się w piekle.
Kubak podszedł do lodówki i z przerażeniem ujrzał jej zawartość. Salami miał zjeść na kolację. Ile tu było mięsa! Poczuł się źle. Do tej pory nie zdawał sobie sprawy z tego, jakim jest złym człowiekiem. Włożył pelerynkę. Opróżnił lodówkę. Ma mocne postanowienie poprawy.
Wrócił z zakupów w lepszym nastroju. Sumienie nadal kłuło go w okolicach żołądka (niewykluczone także, że był to głód), ale teraz wiedział przynajmniej, że schodzi z tej złej ścieżki, którą kroczył. Ścieżki donikąd. Ścieżki brutalnego okrutnika.
Pokroił sałatę i pokropił oliwą z oliwek. Nie zaspokoiło to Jego głodu. Nie zmartwił się jednak. Przejrzał jeszcze raz swoje zakupy i odkrył kilka pudełek wyglądających identycznie, jednak z różnymi napisami. Kotlety sojowe. Flaczki sojowe. Pulpeciki sojowe w sosie pomidorowym. Sojowy kebab. Boczek sojowy. Wyśmienity sojowy kurczak faszerowany. Pieczeń sojowa ze śliwką suszoną.
Zastanawiał się przez chwilę, czym jest soja skoro można z niej zrobić te wszystkie przysmaki. Doszedł do wniosku, że soja musi mieć w sobie coś z plasteliny, która na początku nie przypomina zupełnie niczego, ale jak się dobrze nią zająć to wychodzi jeż, albo samolot.
Przyrządził flaczki. Czuł się takim dobrym człowiekiem. Czuł, że dopiero teraz w pełni zasłużył na Swoją pelerynkę.
Tylko Kot miauczał nad pustą miską. I Kubakowi przypomniało się – Jego Kot jest złym kotem! Jego Kot wciąż plami swój wydawałoby się niewinny pyszczek krwią innych żywych stworzeń. Otworzył puszkę ‘Sojowej Karmy dla Nowoczesnych Kotów’ i nałożył do miski. Kot prychnął.
Kubak wytłumaczył mu, dlaczego nie wolno zabijać i zjadać innych stworzeń zamieszkujących naszą planetę. Wyjaśniał, że kotlet jest złem wcielonym. Starał się wykazać, że jego kocie jedzenie w puszcze z kawałkami mięska w galarecie to nic innego jak dowód bezdusznej zbrodni dokonanej na pełnej życia kurze, która miała przed sobą jeszcze tyle pięknych, słonecznych dni!
Kot prychnął i Kubak obraził się na niego. Jaki nieczuły! Jaki egoista!
Następne tygodnie były ciężkie. Potrawy sojowe zaczęły przypominać Kubakowi plastelinę także w smaku. Nawet sojowa kaczka pieczona z jabłkami nie poprawiła Jego nastroju. Miał dość sałaty. Nie mógł patrzeć na marchewki. Chudł w oczach.
A nocami! A nocami śniły mu się stoły zastawione suto wędlinami. Śniło mu się mięso zapiekane na setki finezyjnych sposobów. Grzeszył w snach, skazany na mękę za dnia.
Żałował, że kiedykolwiek zobaczył w telewizji tę Wegetariankę. Wpadł w pułapkę zastawioną na Niego przez Jego własną wrażliwość.
Włączył telewizor. Od tego wszystko się zaczęło. Może tam znajdzie pomoc. Przerzucał kanały pogryzając sojowego kabanosa. Nagle zobaczył Swoją Wegetariankę. Stała w tłumie zapatrzonych w nią młodych ludzi i krzyczała do mikrofonu: Nie wymagam od was przecież wiele! Chodzi o to, aby każdy z was uratował chociaż jedno zwierzę skazane przez okrutnych ludzi na pożarcie. Każde uratowane zwierzęce życie to skarb!
I w tedy Go olśniło! Przecież nie musi być przodownikiem ekologii i wegetarianizmu! Ona każe mu uratować przynajmniej jedno zwierzę! Przynajmniej jedno! Poprawił sobie pelerynkę i szybko wyszedł z domu.
Wrócił późnym wieczorem. Miał klatkę. W klatce miotały się dwie kury. Nie było łatwo je uratować! Gospodyni już gotowała wodę, a dzieci już oblizywały się na myśl o rosole. Ale Super Kubak poradził sobie jak zwykle. Udowodnił swoją przyjaźń dla zwierząt i przy okazji kupił od Gospodarza świeżutkiej kiełbasy.
Kury mieszkały teraz na balkonie i chyba były Mu naprawdę wdzięczne, bo każdego ranka miał teraz naprawdę pyszną, świeżą jajecznicę.
